Strony

sobota, 17 czerwca 2017

Pożeracze Smutków - refleksje dziewczyn!

Akcja się zakończyła. Misja została spełniona. Udało się uszyć wszystkie zaplanowane poduszkostwory i to z nawiązką. Powstało ponad 100 kolorowych, radosnych, mięciutkich, puszystych i pozytywnych Pożeraczy Smutków! Okazało się, że szyć może każdy. Potrzebujemy tylko cierpliwości, czasu i chęci. Gdy dodamy do tego motywację wewnętrzną a później odkryty lub rozbudzony talent twórczy to powstają rzeczy, z których nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy. 

Wróciliśmy zmęczeni, ale z uśmiechem na twarzach i już na drugi dzień dziewczyny spytały się mnie, czy jeszcze kiedyś tam pojedziemy, bo one chciałyby się spotkać z dzieciakami jeszcze raz. I to jest właśnie to PO, to co powoduje u mnie wzruszenie i jednocześnie radość, bo wiem że to PO zostawiło cząstkę w życiu tych dziewczyn i jest to bardzo ważne doświadczenie. Na naszym spotkaniu podsumowującym oraz podczas autokarowych rozmów w drodze powrotnej pomyślałam, że dobrym sposobem będzie poproszenie dziewczyn o podzielenie się krótką refleksją. 
Oto one - refleksje, myśli, odczucia - prosto z serca nastolatek:


"Przed wyjazdem było bardzo dużo stresu, wiadomo kompletnie inne środowisko.   Jednak dostrzegłam, że tym dzieciom brakuje po prostu towarzystwa.  Było naprawdę fantastycznie. Każdy dzieciak ma swój charakter, ale to w nich niesamowite, że wszystkie były takie bardzo ciepłe i uśmiech nie znikał im ani na moment z twarzy. Wizyta tam nauczyła mnie przede wszystkim ze muszę korzystać i cieszyć się tym, że jestem zdrowa i mam dużo siły. A te dzieciaki już bardzo dużo przeżyły, ale są niesamowicie wrażliwe, jak i przeurocze. Niesamowite, że jedna wizyta  może sprawić im tyle radości."  Martyna S.


"Świadomość tego, że robimy coś dobrego dla drugiego człowieka, dla kogoś kto tej pomocy bardzo potrzebuje i dzięki temu ukazuje się uśmiech na twarzy, wywołuje bardzo pozytywne emocje. Akcja "pożeracze smutków" była wspaniałym przedsięwzięciem, które na długo pozostanie w mojej pamięci. Spotkanie z dzieciakami wywołało we mnie pewną refleksję - Trzeba być dobrym i pomagać wszystkim osobom wokoło, bo uśmiech i radość ludzi, którzy emanują pozytywną energią daje 'kopa' do działania."   Natalia W.

"Wchodząc na oddział nie wiedziałam co zastane i jak zachowają się dzieci, a nawet dorośli. Na samym początku nie bardzo wiedziałam, jak mam się zachować, ale po kilku chwilach rozmowa z dziećmi i ich rodzicami stała się normalnym dialogiem, o normalnych ludzkich sprawach. Jaka dziś pogoda?, co lubisz?,  jakie masz zainteresowania?. Po tym spotkaniu czułam się spełniona i zadowolona. Największą radość i satysfakcję z tego co razem z dziewczynami zrobiłyśmy sprawił mi szczery i prawdziwy uśmiech cieszących się swoim pożeraczem dzieci. Z chęcią i wielką radością pojechałabym tam jeszcze raz; tylko że na dłużej."  Klaudia W.


"Najgorsze było wejście na reżim, gdzie musiałyśmy ubrać się w specjalne stroje i zdezynfekować ręce, by nie wnieść żadnych zarazków. Gdy zobaczyłam Dawida, który leżał sam w pokoju, już po chemioterapii, z komputerem na kolanach, zrobiło mi się go żal, lecz gdy dostał od nas poduszkę i  zobaczył nas  momentalnie na jego twarzy pojawił się uśmiech, aż mi się zrobiło ciepło na serduszku."  Patrycja H.


"Kiedy weszłam na oddział byłam pod wrażeniem, że można tak się cieszyć z tak małych rzeczy będąc chorym, uśmiech  i szczęście tych dzieci w naszym kierunku sprawia większą radość od najdroższego prezentu świata."  Kinga W.


"Gdy dojechałyśmy do Katowic, zaczęłam się denerwować. Bałam się, że zobaczę dzieci pełne smutku, bólu i cierpienia. Bałam się, że nie wytrzymam psychicznie i runę łzami na samym początku, lecz ku mojemu zdziwieniu wszystkie dzieci były pełne radości i szczęścia. Gdy zobaczyłam te roześmiane buzie i oczka tryskające szczęściem, wiedziałam że będą to jedne z najlepszych dwóch godzin w moim życiu. Gdybym miała możliwość zrobienia czegoś podobnego, co też wywołałoby na ich twarzach tak wielki uśmiech to nie zastanawiałabym się. Powiedziałabym TAK, bo tak naprawdę, to one dały mi do zrozumienia, że życie nawet w najgorszych chwilach może być kolorowe." Brygida K. 

"Jak przyjechałyśmy  na ten oddział onkologiczny to myślałam, że dzieci będą smutne, nie będą chciały z nami rozmawiać ani nic, ale okazało się, że nie miałam racji, bo dzieci bardzo ucieszyły się z naszego przyjazdu do nich i z naszych pożeraczy. Była miła atmosfera i cieszę się, że tam pojechałam."  Dominika  S.

"Zakończenie projektu "Pożeracze Smutków" wywołało u mnie skłonienie ku refleksji. Wnioski przeze mnie wyciągnięte są proste, ale na pewno godne zapamiętania. Ludzie potrzebują siebie wzajemnie, dlatego warto być dobrym i wspierać innych, kiedy tego potrzebują. Dobro wraca, a nigdy nie wiadomo, kiedy to my sami będziemy w potrzebie. Warto pamiętać również o tym, by cieszyć się każdą chwilą naszego życia i doceniać wszystkich ludzi, którzy są zawsze z nami i nas wspierają."  Klaudia Z.

"Myślałam, że jak przyjedziemy do szpitala dzieci będą się nas  bać, ale się myliłam ponieważ dzieci były radosne, chętne do  szycia. Fajnie było, gdy dzieci przyszły do nas. Wtedy od razu wzięły sobie poduszki, które im się spodobały najbardziej. Najważniejsze jest to, że mają zawsze uśmiech na buzi i się nie poddają."  Natalia D.


"Jadąc tam, nie wiedziałam czego się mogę spodziewać. Na miejscu przywitała mnie pozytywna energia, której nie jestem w stanie opisać. Te malutkie osóbki miały w sobie tyle energii, tyle ogromnej radości do działania, że jest to niesamowite."  Kamila C.


"Gdy dojechałam na miejsce nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Nastawiałam się bardziej na smutne i ponure miny, lecz gdy weszły pierwsze dzieci wiedziałam, że będzie inaczej.Z odwzajemnionym uśmiechem podawaliśmy poduchy dzieciom, a one się niesamowicie cieszyły. Najlepszy był moment,gdy podarowałam jednemu chłopczykowi specjalną emotkę uszytą na tamtejszych warsztatach - dawno nie spotkałam się, nawet nie liczyłam na taki ogrom uśmiechu i radości z jego strony. Jednym minusem był czas - leciał za szybko a ja bym tak chciała zostać jeszcze dłużej."  Sylwia M.


Na początku panował ogromny stres, ponieważ nikt nie wiedział jak to wszystko będzie wyglądać, czy dzieci będą chętne do pracy z nami, czy będą mieć na tyle siły. Ale na miejscu okazało się, że dzieci są wspaniałe, pełne radości i życia mimo ich choroby. Chętnie z nami współpracowały, cieszyły się z naszych poduszek. Bardzo fajne przeżycie, na pewno będę to długo wspominać." Natalia  M.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz