Strony

poniedziałek, 19 grudnia 2011

laleczkowo!

Witam w laleczkolandzie!

Na ostatnich naszych zajęciach znowu stałam się uczennicą, a rolę nauczycielki i instruktorki przejęła Dominika z klasy IIIa.
Nie wiem, jak w tej roli się czuła, ja mogę powiedzieć o sobie, że czułam się fantastycznie...
Warsztaty były świetne, bardzo profesjonalnie poprowadzone.. Co najważniejsze były prowadzone z pasją, którą się zaraziłam - to jest największy sukces nauczyciela, szkolącego, instruktora - aby swoją pasją, tym co się robi, co się lubi robić zarazić też innych... Jestem pewna zresztą, że nie tylko ja zostałam zainfekowana!!
Dominika uczyła nas szycia laleczek, maskotek, pacynek, maszkar - zwał jak zwał.... Wydawało mi się to bardzo proste tak na pierwszy rzut oka. Ot co, kawałek materiału, wata do środka, jakieś guziczki i zszywamy... łatwizna.... Dopóki nie zaczęłam wycinać z materiału szablonu mojej laleczki, nie wiedziałam jak bardzo się myliłam! Stworzenie takiego ślicznego potworka wcale nie jest łatwe. Jest trudne i bardzo pracochłonne, nie wspominając o czasie.... Na zajęciach jednak, czasu nie marnujemy... Szyłyśmy, jednocześnie opowiadając sobie o naszych bolączkach szkolnych, ulubionych przedmiotach.. tak, tak - ja też Wam trochę poopowiadałam o sobie;-)
Ale wróćmy do techniki;) Gdy już wycięłyśmy szablony, kolejnym krokiem było naszycie guziczków, czy też łatek, następnie chyba najdłużej trwający etap - zszywanie materiału .... styl dowolny, byle mocno, ściegi blisko siebie.... momentami żałowałam, że nie mam maszyny do szycia. Ale, jak się potem okazała, nie było to najtrudniejsze.....
Po prawie całkowitym zszyciu laleczki (prawie - bo trzeba było zostawić dziurkę do wpychania waty) , nastąpił moment wypychania. W tym celu używamy waty. Im mniejsza dziurka tym gorzej.... nie było to łatwe zadanie, i każda z nas wykonywała tę czynność już w domu, ponieważ 2 godziny warsztatów nie wystarczyły niestety, aby skończyć nasze maskotki. Gdy już udało mi się wepchać watę we wszystkie wystające miejsca wnętrza laleczki, przyszedł czas na zaszycie dziurki, co okazało się równie trudne jak poprzednie zadania, szczególnie jeśli chodzi o estetykę i efekt końcowy. Ale udało się! Generalnie w weekend uszyłam sama 3 laleczki, i dwa projektu mojego syna.
Pozostałe osoby także uszyły swoje maskotki, a reszta jest w trakcie....
Nasze laleczki są WSPANIAŁE - prześliczne, jedyne w swoim rodzaju!
Dominika, na pewno jesteś dumna!
Ja nie mogę wyjść z podziwu!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz